Akryl w ubraniach: dlaczego lepiej go unikać?

Metka bywa ciekawsza od samego ubrania. Wystarczy odwrócić kołnierz swetra, żeby zorientować się, czy kupujemy rzecz na kilka sezonów, czy raczej na kilka prań. Akryl pojawia się w tych składach wyjątkowo często, zwłaszcza w niższych półkach cenowych, i rzadko wychodzi ubraniu na dobre.
Czym właściwie jest akryl
To włókno syntetyczne wytwarzane z poliakrylonitrylu, czyli pochodnej ropy naftowej. Żeby materiał mógł nosić tę nazwę, musi zawierać co najmniej 85 procent akrylonitrylu. Do produkcji wszedł w połowie XX wieku i od początku miał jedno zadanie: udawać wełnę, tylko taniej. Jest lekki, miękki w dotyku, dobrze przyjmuje barwniki, więc kolory potrafią być intensywne i długo się trzymają. Na wieszaku wygląda to obiecująco. Schody zaczynają się później.
Mechacenie, którego nie da się cofnąć
Największy zarzut to pilling. Włókno akrylowe jest krótkie i sztywne, przy tarciu wychodzi na powierzchnię dzianiny i zwija się w kulki. W wełnie takie kulki odpadają same, w akrylu trzymają się materiału jak rzep, bo są mocniejsze niż nitki, z których wystają. Sweter po kilku noszeniach zaczyna wyglądać na zmęczony, a golenie maszynką pomaga na chwilę i przy okazji przerzedza splot. Najszybciej widać to na miękkich, puszystych dzianinach sprzedawanych jako imitacja moheru, bo im luźniejsza przędza, tym więcej końcówek włókien ma szansę wyjść na wierzch.
Ciepło, które nie oddycha
Akryl grzeje, tego mu nie odbierzemy, ale grzeje zupełnie inaczej niż wełna. Praktycznie nie chłonie wilgoci, podczas gdy wełna potrafi wchłonąć około jednej trzeciej swojej masy i nadal sprawiać wrażenie suchej. W akrylu pot zostaje na skórze. Efekt jest przewidywalny: w pomieszczeniu robi się za gorąco, a po wyjściu na zewnątrz wilgotna warstwa zaczyna wychładzać ciało. Do tego dochodzi zapach, który po jednym intensywnym dniu zostaje w dzianinie aż do prania. Wełna reguluje temperaturę w obie strony, akryl działa raczej jak termos bez zaworu.

Elektryzowanie, żelazko i mikroplastik
Syntetyk elektryzuje się i przyciąga kurz, sierść oraz włosy. Źle znosi również wysoką temperaturę. Przy zbyt gorącym żelazku włókna po prostu się topią i zostaje błyszcząca plama, której nie da się już naprawić. Osobny temat to pranie: każdy cykl uwalnia mikrowłókna, które trafiają do ścieków, a stamtąd dalej. Trudno robić z jednego swetra katastrofę ekologiczną, w skali całej szafy sprawa wygląda jednak poważniej.
Kiedy akryl bywa do przyjęcia?
Nie każde ubranie z jego udziałem od razu skreślamy. Kilkanaście procent w mieszance z wełną obniża cenę i ułatwia pranie, a w sztucznym futrze czy kolorowej czapce syntetyk broni się bez większych zastrzeżeń. Granica przebiega gdzie indziej i wyznacza ją proporcja. Skład typu sto procent akrylu w swetrze, płaszczu albo szaliku zapowiada rzecz, która zestarzeje się szybciej, niż zdążymy ją polubić.
Na co patrzeć zamiast składu?
Kolejność surowców na metce odpowiada ich udziałowi, więc pierwsza pozycja mówi najwięcej. W swetrach warto szukać wełny merino, lambswool, kaszmiru albo mieszanek z niewielkim dodatkiem poliamidu, który wzmacnia przędzę bez psucia właściwości wełny. Latem sprawdzą się bawełna, len i wiskoza, a w warstwie sportowej merynos w cieńszej gramaturze. Nie chodzi o purystyczne podejście do naturalnych włókien, tylko o prostą kalkulację: ubranie, które po sezonie nadal wygląda dobrze, wychodzi taniej niż trzy tanie, wymieniane co roku.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.